poniedziałek, 9 grudnia 2013

Bali - rajska wyspa?

Podróże małe i duże - odc. 4 - Bali.

Dziś zabiorę Was na Bali. Jest to odległa dla nas wyspa należąca do Indonezji i chyba najciekawsze miejsce z odwiedzonych przez nas podczas ostatniej podróży.
Bali pozostawia po sobie niezatarte wspomnienia. Nie tylko dzięki malowniczym krajobrazom, szerokim plażom i błękitnemu oceanowi. Największe wrażenie wywierają ludzie - rodowici Balijczycy. Ale po kolei :)





Szczerze przyznam, że pierwszy wieczór po przyjeździe mnie rozczarował. Na miejscu byliśmy ok. 21 czyli już długo po zachodzie słońca. Podróż ze stolicy do miejscowości Kuta płynęła poprzez niekończące się zabudowania kawałek (wątpliwej) autostrady i zatłoczone drogi. 
Nowiutki hotel okazał się długim i niesamowicie wąskim budynkiem o wyglądzie co najmniej kilku(nasto)letniego obiektu wprost z egipskiej/tunezyjskiej rzeczywistości (wiecie jaką jakoś wykonania mam na myśli, prawda?), wciśniętym pomiędzy dziesiątki innych, podobnych hoteli i hotelików. Po drugiej stronie ulicy trwała budowa kolejnego obiektu. Od plaży dzieliło nas jakieś 50m, chodnikiem, a wzdłuż plaży ciągnęła się... nie, nie promenada. Ciągnęła się ulica pełna skuterów i knajpek ustawionych za nimi.  Swoją drogą skutery są najpopularniejszym środkiem lokomocji na Bali. Drogi są bardzo zakorkowane, więc poruszanie się samochodem jest wolniejsze, zresztą pewnie wielu osób po prostu nie stać na samochód. Skuterów jest za to zatrzęsienie! Rano na skrzyżowaniu w jednym momencie można zobaczyć spokojnie ze 100 skuterów. Nie trudno też dostrzec całe rodziny poruszające się na jednym! skuterze. Najbardziej zaskoczył nas widok skutera, którym poruszali się rodzice z dwójką dzieci, w tym jednym śpiącym oraz innym razem 3 dziewczynki, z czego najstarsza miała jakieś 10 lat...

Zamiast promenady - skutery


Na szczęście minęła noc, mój kiepski nastrój po podróży minął, a światło dzienne rzuciło na wszystko nieco inny wymiar. Wciąż było tłoczno i dość... betonowo, jednak smaczne śniadanie, poranny masaż balijski w hotelu (za jedyne 33zł!), klimatyczny basen i cudownie grzejące słońce zmieniły moje nastawienie. Potem spacer brzegiem i podziwianie siły oceanu, błękitu nieba (i ciał licznych surferów;), a na pyszne zakończenie dnia doskonała kolacja. A kolejne dni były coraz lepsze.

Dłuuuuugie oceaniczne fale :)


Pojechaliśmy na 2 całodniowe wycieczki. Zwiedziliśmy kilka świątyń, w tym największą - Besakih Mother Temple, zobaczyliśmy ich tradycyjny taniec (czy raczej przedstawienie) Barong & Keris  Dance o walce dobra ze złem, zjedliśmy obiad z przepięknym widokiem na aktywny wulkan Kintamani, odwiedziliśmy Monkey Forest wypełniony (złodziejskimi;) małpkami, obeszliśmy bardzo interesujące plantacje kawy i przypraw, gdzie mogliśmy posmakować słynnej Kopi Luwak, zobaczyliśmy piękne tarasy ryżowe i cudowny zachód słońca nad położoną w oceanie świątynią Tanah Lot, a także zaliczyliśmy emocjonujący rafting wzdłuż rzeki Ayung. Oprócz tego zaliczyliśmy także lekcję gotowania, na której poznaliśmy 10 tradycyjnych balijskich przepisów, zwiedziliśmy poranny targ, a także oczywiście zjedliśmy wszystkie pyszności. Nie zapomnieliśmy także o sporcie, którego mekką jest Bali - surfingu, choć sami wybraliśmy (a raczej On wybrał, bo ja niestety nie potrafię pływać) kitesurfing. Oj zdecydowanie się nie nudziliśmy podczas tego pobytu.


Barong & Keris Dance

Kintamani - aktywny wulkan 

Małpy w Monkey Forest nie mają na co narzekać ;)
Tanah Lot - świątynia położona na skale w oceanie (i tłumy turystów)


Ceny na Bali są nawet dla nas, Polaków, bardzo niskie. Tak jak wspomniałam wyżej godzinny masaż całego ciała w hotelu kosztował zaledwie 33zł, a poza hotelem można było znaleźć i za 25zł. Obiad w restauracji przy samej plaży (bez alkoholu, który jako jedyny jest tam drogi) to wydatek ok. 20zł. A całodniowa wycieczka z prywatnym kierowcą-przewodnikiem, biletami wstępu do wszystkich obiektów oraz obiadem kosztuje ok 120zł. Żal byłoby nie skorzystać.

To właśnie wyjazdy wgłąb wyspy pokazały nam jej prawdziwe oblicze. Piękną, bujną roślinność, powoli toczące się życie, jednoczesną biedę ale i relatywne bogactwo mieszkańców, religijność, tradycje, niesamowitą przyjazność, a także problemy, z którymi się borykają - ogromne ilości śmieci, z którymi nikt nic nie robi, zniszczenia na skutek nadmiernej eksploatacji wyspy, wyzysk władz Indonezyjskich.

Jeden z licznych wodospadów w otoczeniu bujnych lasów tropikalnych
Tarasy ryżowe o zmierzchu


Dominującą religią na Bali (94% mieszkańców) jest tzw. hinduizm balisjki. Jest to mieszanka hinduizmu z tradycyjnymi wierzeniami wyspiarzy. Ludzie są bardzo religijni co widać chociażby po porozkładanych wszędzie pudżach - drobnych ofiarach odganiających złe duchy. Można je zobaczyć wszędzie - na ulicach, w hotelach, w samochodach, przy wejściach do restauracji, przy drogach.
Warto przytoczyć też fragment rozmowy z naszym przewodnikiem po lunchu zjedzonym na tle wspaniałego wulkanu.
-Czy ten wulkan jest wciąż aktywny?
-Tak, ostatnio wybuchł w latach 60-70.
- Duże szkody wtedy poczynił?
- Bardzo, zniszczył wiele wiosek.
- Nie boicie się, że znów wybuchnie?
- Boimy się.
- A robicie coś, żeby się jakoś zabezpieczyć?
- Tak, oczywiście! Modlimy się.
O religijności świadczy też ilość świątyń na wyspie. Mimo biedy i częstego zamieszkiwania w prowizorycznych domkach, każde domostwo ma swoją mini świątynię (o czym przekonaliśmy się, gdy przewodnik jednej z naszych wycieczek zaprosił nas do swojego rodzinnego domu). Każda wioska ma świątynię, w której co kilka miesięcy odbywają się uroczystości. Ponadto jest też uroczystość przypadająca raz na 10 lat, podczas której każdy Balijczyk musi odwiedzić Besakih Mother Temple.

Pudża na tle wodospadu
Świątynia "miejska"


Filozofia życia tych ludzi jest prosta. Żyją tym co przynosi dzień, cieszą się z pięknej pogody, darów natury, a także pieniędzy z turystyki. Każdy Balijczyk pytany czy dobrze mu się tu żyje odpowiadał, że tak - jest słońce, jedzenie, jest gdzie spać. Porównują oni swoją sytuację do innych indonezyjskich wysp, w szczególności pobliskiej Jawy, której brak takich wpływów z turystyki jakie ma Bali, a dodatkowo została bardzo zniszczona przez tsunami w 2006 roku. W porównaniu do nich - Balijczycy są bogatymi ludźmi. Tutaj dużo ludzi ma pracę, praktycznie każdy ma dach nad głową (przez cały pobyt nie spotkaliśmy nikogo śpiącego na ulicy!), o jedzenie też nie jest trudno.

Oczywiście nie brakuje też problemów. Najbardziej rzucającym się w oczy jest zaśmiecenie wyspy. Śmieci są dosłownie wszędzie! Na chodnikach, na ulicach, przy drogach, na plaży, w rzece, względnie czysto jest tylko dookoła hoteli. Nie ma co ukrywać, że na pewno częściowo za tą sytuację odpowiedzialni są turyści. Jednak największa "zasługa" leży po stronie rządu, który nie zapewnia wywozu śmieci. Aby się ich pozbyć trzeba płacić duże pieniądze firmom prywatnym - ludzi najczęściej na to nie stać. Niestety, jeśli ta sytuacja się nie zmieni - w ciągu kilkunastu lat - wyspa utonie w tych śmieciach...

Tuż za murami Besakih Mother Temple - najważniejszej świątyni na wyspie


Przerażającym dla nas faktem jest też trudność w dostępie do edukacji na Bali. O systemie szkolnym i cenach dowiedzieliśmy się co nieco od pracownicy plantacji przyprawowych, która serwowała nam Kopi Luwak oraz inne kawy i herbaty ich wyrobu, a także od przewodnika. Okazuje się, że na wyspie edukacja jest płatna już od podstawówki. Samo wysłanie dziecka do szkoły - wpisowe, mundurek i inne to 250 dolarów, czyli przeciętna miesięczna pensja! A to tylko początek. Potem co miesiąc kilkanaście dolarów czesnego. Przy ich zarobkach te kwoty są ogromne!

Jednym z niezapomnianych momentów jest powrót z jednej z wycieczek, gdzie przewodnik poprosił nas, abyśmy zatrzymali się na chwilę w jego rodzinnym domu, gdyż przejeżdżaliśmy obok (on sam wynajmował pusty pokój w stolicy, gdzie pracował). Gdy weszliśmy na teren posesji ukazały nam się trzy prowizoryczne domki, w których spali rodzice, brat a także wujostwo z dziećmi. Z boku do domostw przylegała kamienna mini świątynia. Dzieci trochę się speszyły naszym przybyciem, ale dorośli z wielkim uśmiechami na twarzach natychmiast nas ugościli. Wujek wspiął się na drabinę, uciął nam po kokosie z ich drzewa, w kilka minut je przygotował i ze słomką podał nam do wypicia. Mama od razu zapytała o kawę i już po chwili niosła filiżanki z gorącym napojem. Przyjęto nas niezwykle ciepło. Nasz przewodnik był dumny, że mogliśmy go odwiedzić. Pokazał nam (przepiękne) drzewka Bonsai hodowane przez jego wujka, klatki z walczącymi kogutami (niestety tam jest to popularny "sport").

Kokosy dla nas - w trakcie przygotowywania
Imponujące 18letnie Bonsai


W sumie to mogłabym tak dalej opowiadać i opowiadać... Tymczasem wpis zrobił się przydługi, więc  kończę kilkoma zdjęciami i zostawiam Was w oczekiwaniu na podróż po balijskich smakach :)

Lekcja surfingu na plaży

Orlik?

Bali słynie między innymi z rękodzielnictwa - tu starsza Pani pracująca przy srebrze 

Rzemieślnik podczas pracy nad bardzo skomplikowanym obrazem

I praca w drewnie

Te małpy naprawdę były złodziejskie - dziewczyna ze zdjęcia jeszcze nie wie co się dzieje ;)

Ale zachody nad polskim morzem jakieś takie bardziej kolorowe są ;)

Kitesurfing - nauka sterowania latawcem

16 komentarzy:

  1. Cudowna podróż, świetna relacja i zazdroszczę wspomnień :) Zdjęcia prześliczne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny wpis! Takie lubię najbardziej ;) Uwielbiam Bali, jest piękna!

    Tylko mała uwaga - wulkan nazywa się Kintamani (nie Kintanami) i serio, ale ja kompletnie nie zauważyłam na Bali takiej ilości śmieci, o jakiej pisałaś! Ogólnie żadnych śmieci nie widziałam (oprócz tych o których wspomniałaś - za murami Besakih), a poza tym nic :p może trafiliście na koniec jakiegoś święta.. i to były po nim pozostałości.. Albo ja byłam przed świętem i wysprzątali ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za poprawkę - moje oczy nie wyłapały poprawnego ustawienia liter w tej nazwie ;)
      A co do śmieci... Na prawdę leżą na chodnikach, przy drogach, w rzekach. Wprawdzie się o nie nie potykasz, ale widać je w wielu miejscach. Jeśli mocno skupiałaś się na krajobrazach to może po prostu nie zauważyłaś ;)
      A Bali jest cudna - chciałabym tam kiedyś wrócić :)

      Usuń
  3. Super podróż, nawet nie przepuszczałam ze maja takie niskie ceny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najdrożej jest tam dolecieć - na miejscu już naprawdę nie trzeba mieć dużych pieniędzy :) Poza alkoholem dość wysokie ceny są też nauki sportów wodnych (surfing/kitesurfing/windsurfing), ale wciąż ceny te są sporo niższe niż w Polsce czy Egipcie (porównuję ceny nauki kitesurfingu).

      Usuń
  4. Zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę! Jak ja marzę o takich wyprawach, ale na razie funduszy brak... Cóż może w przyszłości. Póki co cieszę oczy Twoimi fotkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom wyprawa na Bali (i ogólnie do Azji - pomijając może Koreę, Singapur i Japonię) nie musi kosztować majątku. Sekretem jest zakup biletów lotniczych w promocji (polecam śledzenie Flyf4free oraz Loter) i rozważne planowanie. Nie ma co korzystać z usług biur podróży (chyba, że takich małych, typowo pasjonackich jak np. http://discoverasia.com.pl/index.php)
      Trzymam kciuki, żebyś kiedyś zrealizowała marzenia :)
      Ja wciąż napawam się tym wyjazdem - było cudownie!

      Usuń
  5. Trochę zazdroszczę Ci tych widoków. No dobra nie trochę tylko bardzo. Relacja i zdjęcia piękne , chciałoby sie juz pakować walizkę i w drogę. Narazie jednak te plany musza poczekać, Twoja relacja musi wystarczyć (jest fantastyczna)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bali to dla mnie raj.
    Spędziłam tam cudowny czas pięć lat temu,kiedy u nas była zima i mróz.
    Pięknie powspominać!

    OdpowiedzUsuń
  7. "Zabieraj" mnie jak najczęściej w takie podróże. Bardzo lubię czytać relacje w dalekich wypraw. Są o wiele ciekawsze i prawdziwsze od tych, które przedstawi mi biuro podróży :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co prawda w Polsce w kocu weszła opłata za wywóz śmieci, ale Polacy i tak wyrzucają śmieci, a najbardziej mnie oburza to, że ludzie wyrzucają śmieci jadąc samochodem. Raz jechaliśmy za samochodem, który zbierał przydrożne śmieci…po prostu skandal. Z chęcią nalożyłabym kary za wyrzucanie śmieci, nawet najmniejszego papierka, a zwrócić uwagę takiej paniusi czy panisku… Tacy ludzie powinni mieć zabroniony wstęp na Bali…
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to tylko o turystów chodziło... Problem jest z utylizowaniem śmieci - cegiełka turystów polega tylko na tym, że po prostu tych śmieci powstaje dużo więcej.
      Problem pogłębia też ogólnie biedota Indonezji. Gdy On brał lekcje kitesurfingu, instruktor chciał wyrzucić do oceanu papierek po batonie. Na zwróconą mu uwagę, że nie wolno tego robić odpowiedział, że to i tak nie ma znaczenia, bo co roku, gdy prądy się zmieniają przypływają do nich tony śmieci z Jawy, która jest dużo biedniejsza i pewnie problem śmieci jest jeszcze większy (ale papierek schował do kieszeni i wyrzucił na lądzie - do kosza)... Niestety poprawa sytuacji wymagałaby wielu działań i pewnie lat, aby przynieść efekty...

      Usuń
  9. Piękna relacja z podróży, jak będę planować dalszy wypad skontaktuję się z Tobą...masz oko na tanie loty. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super, marzy mi się taka podróż.

    OdpowiedzUsuń